O czym gaworzą rzeczoznawcy majątkowi? Cykl „Porozmawiajmy o…” to zapis moich rozmów z Wojtkiem Nurkiem. Nie wszystkie nasze dyskusje nadają się do publikacji, jednak częścią z nich postanowiliśmy się podzielić. Poniżej fragmenty jednej z wiosennych korespondencji.

****************

19 marca 2009 r.

Droga Kseniu

Pogoda robi się coraz ciekawsza. Coraz mocniej czuć nadchodzącą wiosnę. Budzą się także nadzieje.
Po raz kolejny ruszać będzie cykl przyrodniczy.
Stałym już elementem gry, cząstką powtarzanego wiele lat cyklu są rozważania na temat wszechobecnego w świecie zamówień publicznych kryterium najniższej ceny. Z reguły zjawisku temu towarzyszą złorzeczenia i lamenty. Rzeczoznawcom marzy się kraina wiecznej szczęśliwości, w której zarabia się dobrze, dużo i często.
Trwają nieustanne próby wykazania, że niskiej cenie towarzyszy podła jakość. Z pewnością wiele w tym racji ale nie o to mi tu chodzi.
Bardziej chodzi mi o to, że nie dostrzegam możliwości wykazania tej prawdy w inny sposób jak poprzez zwykłą praktykę.
Konkretne przypadki brane wprost z życia.

Cóż bowiem zauważam?
Jeśli tandetna usługa nie wyzwala negatywnych zjawisk to może się nawet okazać, że taka usługa nie jest wcale potrzebna. Może się okazać, że w jakimś ciągu zdarzeń obecność specjalisty została wygenerowana sztucznie. Ustawodawca myślał, że specjalista jest potrzebny w jakimś procesie a życie wykazało, że taka potrzeba nie istnieje.
Że to taka sztuka dla sztuki. Że pojawiło się jakieś urzędowe mielenie papierów, które w praktyce jest zbędne.
Że można dać sobie z tym spokój.
Że ten pseudo-specjalista więcej przyniósłby pożytku gdyby wziął miotłę i pozamiatał ulicę niż gdy majta przed urzędniczymi licami niby-uprawnienia, niby eksperckie opracowania, które potrzebne są psu na budę.

Jeśli niechlujna usługa za marny grosz wyzwala negatywne zjawiska to pojawia się zwykle reakcja, która te negatywne zjawiska mieli. Rodzi się opór, który narasta proporcjonalnie do skali szkód, które są wywoływane.

W pierwszej grupie – zjawisk obojętnych widzę między innymi wszelkie wyceny lokali mieszkalnych. Po jakiego grzmota cała ta zabawa w produkcję papierów? Nie umiem jakoś znaleźć uzasadnienia. Mam świadomość znacznie tańszych i prostszych sposobów prywatyzowania gminnych lokali mieszkalnych niż poprzez tę szopkę wywołaną wadliwymi przepisami prawnymi.

W grupie zjawisk budzących reakcję widzę wyceny realizowane na potrzeb ustalenia opłat z tytułu wieczystego użytkowania, opłat adiacenckich, rent planistycznych i odszkodowań. Tu, w tych przypadkach, nędzna jakość usługi uderza dotkliwie w interes posiadaczy nieruchomości. Na potrzeby skutecznej reakcji używani są rzeczoznawcy gwarantujący skuteczną obronę przed tandetą. W środowisku rośnie armia najemników specjalizujących się w dawaniu skutecznego odporu. Najemnicy wynagradzani są na podstawie prezentowanej skuteczności działania, proporcjonalnie do wyrządzanych szkód a nie według kryterium najniższej ceny. Podejmowane są różne próby takiego konstruowania przepisów aby sprawiedliwość znajdowała się zawsze po stronie instutucji publicznych. W unijnym państwie demokratycznym są to jednak karkołomne próby słabnące z każdym rokiem.

Do czasu znormalnienia nastąpić musi trwać okres tarć i zgrzytów.
Im gorszej jakości usługę wyzwalać będzie kryterium najniższej ceny tym większe pieniądze będą zarabiać najemnicy.
Po co więc się żołądkować?
Po co szarpać?
Nie lepiej przyjąć trwający stan za naturalny, niezmienialny i nastawić się na czerpanie radości z nadchodzącej wiosny?
Z ruszającej do życia przyrody?
Z korespondendowania z ulubioną Koleżanką?

Wojtek

****************

20 marca 2009 r.

Drogi Wojtku,

pogoda – jak kobieta zmienną jest. Dzisiaj rano świeciło piękne, wiosenne słońce, po południu padał śnieg i grad. Trudno czasami zrozumieć kobietę jak i to, co dzieje się za oknem.

Coraz trudniej przychodzi mi również zrozumieć zjawiska zachodzące w naszym małym świecie rzeczoznawców.

Serialu „Zamówienia publiczne na wycenę nieruchomości” już nie oglądam. Na początku trochę mnie ciekawił. Wczuwałam się w rolę skrzywdzonych, którzy przegrywali z tymi złymi od najniżej ceny.
Któż jednak gra główną rolę w tym serialu? Niestety najniższa cena.
Kto jest reżyserem? Instytucja publiczna.
Kto tańczy, tak jak mu zagrają? Rzeczoznawca majątkowy.
Kto jest zawsze winny? Ustawodawca.

Ta sztuka przestała mnie interesować. Jest jednak wielu pseudo-artystów, których to jeszcze bawi. Dlatego tandetne scenariusze wciąż są pisane, a reżyser kręci te same filmy.

Piszesz o najemnikach, którymi i Ty Drogi Wojtku i ja jesteśmy. Czyli im więcej tanich seriali się kręci, tym mamy więcej pracy. Czy powinniśmy na to narzekać? Nasza reakcja, często skuteczna pomaga właścicielom nieruchomości dochodzić swoich praw. Całkiem nieźle nam za to płacą. Czy potrzebne nam jest „znormalnienie”?

Dobrze wiemy, że bez zmian w przepisach prawnych niewiele da się zrobić. Cykl przyrodniczy będzie się powtarzał i pomimo dobrych chęci nie da się uniknąć powielania tych samych błędów i taplania się w bzdurnych rozporządzeniach i ustawach.

A może tej wiosny jednak coś się zmieni? Może ten zawsze winny złapał się za głowę i chce w końcu znormalnienia. Może chce nawet zdobyć Oskara za najlepszy film?

Czy wiesz, że koty pomimo śniegu i mrozu czują wiosnę?

Ksenia