11 listopada 2007

Będąc „młodą rzeczoznawcą majątkową” (młodą – patrząc na średnią wieku ludzi wykonujących ten zawód), zgodnie z tym, co mówi matka ustawa, uczestniczę w różnych szkoleniach, konferencjach czy też warsztatach. Nie robie tego, aby zbierać wymagane punkty, których i tak nikt nie liczy. Oprócz czysto towarzyskich spotkań i nocnych, żywiołowych „merytorycznych” dyskusji, można czasami także posłuchać interesujących wykładów.

Ostatnie szkolenie w Szklarskiej Porębie: „Wycena nieruchomości dla zabezpieczenia wierzytelności”, zorganizowane przez Karkonoskie Stowarzyszenie Rzeczoznawców Majątkowych, to jedno z lepszych merytorycznych szkoleń, w jakim uczestniczyłam. Nie było tam suchych, teoretycznych rozważań nad wirtualnym gruntem i jego ewentualnymi możliwościami. Praktyczne, z życia wzięte przykłady i problemy, z którymi każdy z nas spotyka się w codziennej pracy. Dobrze, że są jeszcze w naszym środowisku ludzie, którzy nie wstydzą się pokazywać swoich operatów szacunkowych innym kolegom po fachu.

Świetny wykład Adama Polanowskiego dotyczący nieruchomości stanowiących zabezpieczenie kredytów straconych uświadomił części zgromadzonej publiczności, jakie robimy błędy przy wycenach. To głównie, choć nie zawsze, przez nasze niedbalstwo, złe podejście do poszczególnych nieruchomości i niewłaściwe wykonaną wycenę kredyty są stracone. Podczas wykładu utworzył się spontaniczny komitet obrony tychże uciśnionych rzeczoznawców. Przecież nie możemy opiniować swoich kolegów! Nie mamy prawa! Pewnie, że nie mamy. Najlepiej zrobić operacik, wystawić fakturkę, analityk zatwierdzi i do archiwum. Przecież i tak nikt tego nie czyta …

Wszyscy zgodnie stwierdzili – nawet obecna na sali GTW, że obowiązujące przepisy nie pozwalają nam prawidłowo wyceniać nieruchomości. Zmieniający się rynek i prawa, które nim rządzą powodują, że często musimy kombinować i omijać wszystkie procedury, aby nasza wycena miała sens. Później nie śpimy po nocach i zastanawiamy się czy nasze przelane na papier nowatorskie podejście nie wpadnie w ręce do którejś z wszechmogącej komisji.

Co robimy, aby to zmienić? Na razie dużo debatujemy, ale o tym to już innym razem.

Ilość komentarzy: 1

  1. Marekon 27 mar 2008 at 3:07 am

    Mila Pani Ksemeno,

    zaciekawil mnie Pani Blog, nie tylko dlatego, ze moze bede chcial Pani zlecic jakas wycene, przede wszystkim zaskoczony zostalem taka forma podejscia do ewentualnego klijenta. Taki rodzaj zblizenia do czlowieka po drugiej stronie urzedowej barierki, jest ze wszech miar sympatyczne i niesamowicie uwiarygadnia zaufanie. Czytajac o Pani watpliwosciach i tych „kombinacjach”, mozna cieszyc sie, ze czlowiek nie jest tak zupelnie skazany na nieczula machine prawa. Rynek, co prawda sie zmienia, ale prawo czesto nie nadaza. Przy okazji zalatwiania spraw spadkowych, po moim ojcu, mam teraz okazje zetknac sie z pewnymi prawnymi nonsensami…
    Zycze Wszystkiego Dobrego w pracy zawodowej a Bloga bede czytal z ciekawoscia.
    Serdecznie Pozdrawiam z Florydy, Marek Urbaniak.